Biblioteka

Autor:

w

,

Domowa biblioteka, taka, którą możemy nazwać z dumą biblioteczką, zaczyna się od około 300 książek. W tym momencie książki zaczynają budować jakiś większy sens, zaczynają mieć jakiś odcisk twórcy. Mówię to na czuja. Jeśli zbierasz nawet same klasyki albo reportaże, przy 300 egzemplarzach, możesz obdzielić znajomych z różnorodnymi zainteresowaniami całkiem ciekawymi rekomendacjami. To trochę jak z filmami. Albo trochę jak z przeczytanymi książkami. Przy przeczytanych 300 książkach masz zaliczoną znaczną część klasyki i kilka obszarów tematycznych, które cię interesują. 300 książek powinno wypchać regał Billy z IKEA.

1000 książek to już trzy takie regały, ale intelektualnie to kompletnie inny kaliber, bo może wysycić całe obszary tematyczne. Wtedy biblioteka nie składa się tylko z książek, ale zaczyna obejmować naprawdę rzadkie egzemplarze. Na temat Żuław Wiślanych napisano w języku polskim około 100-200 książek. W 1000 egzemplarzy można zmieścić kanon oraz 50 najważniejszych w danym obszarze (Mennonici, architektura, kuchnia). I po zbudowaniu ciekawego archiwum regionalnego, nadal zostaje nam 950 innych książek. Spróbuję to ująć jeszcze inaczej: w ciągu ostatnich 17 lat wypożyczyłem z miejskiej biblioteki około 400 książek. 1000 książek to zatem 40 lat średnio intensywnego czytelnictwa. Można nią obdzielić kilka życiorysów. W moim przypadku, będą to życiorysy moich córek.

Moja domowa biblioteka nie zbliża się jeszcze do tego poziomu i oscyluje na krawędzi 200 egzemplarzy. To strzał. Wciąż nie skatalogowałem ich wszystkich. Przeprowadzając się, sporo książek zostawiłem w domu, część sprzedałem, przez wiele lat czytałem też na czytniku e-booków. Nowy dom da mi miejsce by pomieścić nowe książki. Spaliłem już dekadę na ich kolekcjonowanie. Z pomocą przychodzi biblioteka mojej małżonki. Ona jest bardziej sentymentalna i papierowa niż ja. I małżonka, i biblioteka. Drugi paradoks to taki, że najlepszych książek, subiektywnie rzecz biorąc, niestety nie posiadam. Moje własne książki to w dużej mierze zakupy impulsywne, podczas gdy najciekawsze egzemplarze wypożyczałem z biblioteki miejskiej. Pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą. W świetnym Norwegian Wood Murakamiego (no widzisz, nie mam linku!), jeden z głównych bohaterów nie czytał niczego nowszego niż 50 lat. Jest do doskonała heurystyka dla każdego czytelnika.

Pokpiliśmy posiadanie książek jako społeczeństwo. Biblioteki nie są w centrum domu. Mamy też wątłą wyobraźnię dot. tego, czym może być domowa biblioteka i jak ma łączyć się z naszym życiem i innymi bibliotekami. Biblioteki można projektować, można się tym bawić. To właśnie opisuję w tym wpisie. Biblioteki powinny ze sobą rozmawiać, ale to temat na inny wpis.

Stworzyłem prosty serwis mojej domowej biblioteki, do którego czasem linkuję z tych wpisów.

O książkach można też myśleć jako o inwestycji. Nie tylko sam księgozbiór ma wartość, ale również pojedyncze rzadkie egzemplarze. Inwestycja ma wymiar również intelektualny. Biblioteka ma stanowić trzon bazy wiedzy, której użyję do dalszej produkcji tekstów na tym blogu. W ciągu dekady będzie jak najbardziej możliwe by przeczesywać ogromne zbiory wiedzy przy pomocy modeli językowych i budować nową wiedzę; mając szczegółowe, unikalne dane, zbuduję projekty, na które parę lat temu musiałbym przeznaczyć znaczący wpis w życiorysie, na przykład: historia Miłocina, mojej wsi rodzinnej czy kwerendy dotyczące wpisów, które aktualnie produkuję. Jak X myślał o Y? Co stanowiło o Z? I tak dalej.

Pomyślmy technicznie o mitycznym celu.

Kupując 10 książek miesięcznie, czyli za około 400 zł miesięcznie, zbudowanie biblioteki na 1000 egzeplarzy zajmuje 8-9 lat. To długo, a 5000 złotych rocznie to znacząca dziura w wielu domowych budżetach. Na pewno muszę przemyśleć w jaki sposób zbudować masę krytyczną z moich podstaw – klasyki literatury, klasyki filozofii – w prosty sposób, na przykład odkupując całe kolekcje lub upadłe domowe biblioteki i przeglądając je pod mój profil. To powinno stosunkowo niedużym kosztem i przy dużej szybkości podwoić objętość do 500 egzemplarzy. Stąd, najsensowniej byłoby rozwijać bibliotekę w jakąś stronę. Mój strzał to historia, z naciskiem na historię regionu, kuchnia, kraje romańskie (Hiszpania, Włochy). Tu książki przestalibyśmy liczyć, a zaczęlibyśmy ważyć, oczywiście nie dosłownie.

Moja estymacja jest dużo wolniejsza niż 1000 książek na 40 urodziny (2033), ale 500 jest całkowicie w moim zasięgu. To by oznaczało 30-40 nowych książek rocznie, 3 miesięcznie, a biorąc pod uwagę zakupy zbiorowe, jest to jak najbardziej możliwe.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *