Czemu, jeśli pracowalibyśmy 4 godziny dziennie, to poświęcalibyśmy czas na twórczość bez komercji i na naukę bez akademickości? Podoba mi się ta piękna myśl Russella. Główny argument idzie mniej więcej tak: dystrybucja pracy jest nieoptymalna; jedni pracują za dużo, drudzy żyją w nędzy, a klasa próżniacza czerpie frukta.
Obecnie mamy rozwiązanie, które nazywa się HR Tech i pozwala rozsądnie alokować zasoby, minimalizować przestoje i dostosowywać siłę roboczą do potrzeb rynku. I tak nie pracujemy 4 godzin dziennie, bo nagle poczuliśmy potrzebę posiadania ładnej appki albo zjedzenia smash burgera.
W rozważaniach Russella istnieje pewna asymetria. Czas pracy miałby być ściśle i naukowo reglamentowany, podczas gdy czas wolny to piękna epifania wolna od jakichkolwiek limitów. U Piepera czas wolny jest wartościowy, gdy jest właściwie zorganizowany. Russel jest głównie antypracowy, a Pieper głównie proodpoczynkowy. Ta intuicja zorganizowanego, rytualnego czasu wolnego przemawia do mnie, choć nie cierpiałbym jej w praktyce. W USA czy w Azji, na północy czy na południu, idealny narkotyk telefonu zjada całkowicie czas wolny. Pisze o tym też Russel – czemu czas wolny w miastach to czas pasywny, spędzony na meczach i telewizji? Innymi słowy: jak zapewnić by czas wolny był czasem aktywnym, a nie pasywnym? Jak przesunąć proporcje w stronę czasu aktywnego?
(Aktywny czas to spędzony na czymkolwiek twórczym, czas spędzony z rodziną lub znajomymi lub poświęcony na rytuał).