Esej o czytelnictwie

Autor:

w

,

Pytacie się mnie o książki, co czytać, jak i kiedy, a przede wszystkim dlaczego. Chciałbym uporządkować moje myśli w tej krótkiej mapie. Uporządkujmy ramę pojęciową.

Czytanie

Pochwała książki

Czytanie jako konsumpcja jest dalece bardziej wydajna i efektywna niż inne formy sztuki, niż kino czy teatr. By przekazać tą samą myśl, książce wystarczy jedynie sznur znaków docierający do oczu, uszu czy opuszków palców. Wyobraź to sobie prościej: film pozostawia dużo mniej do domysłu niż książka.

Ze względu na tę kompresję, książka wydajniej przekazuje więcej niż jeden wątek naraz. Książka może mówić o czymś nie wprost, skuteczniej. Może opowiadać wiele historii naraz, albo w różnych dawkach czy asynchronicznie. Mamy powieści polifoniczne, Grę w klasy Cortazara i szeregi innych eksperymentów literackich.

Tyle jeśli chodzi o źródło, cel i przepustowość infrastruktury między nimi. Co dokładnie dzieje się podczas procesu czytania nie jest tak znów oczywiste.

Krótka historia filozofii książki

W jednej interpretacji, to my czytamy książkę, to znaczy konsumujemy określone treści. Interpretujemy to co czytamy i w sposób ciągły tworzymy w sobie reprezentację książki, konceptów w niej zawartych, postaci i relacji między nimi.

Możemy również dodać wymiar czasowy – część książek odciska się w nas bardziej niż inne, z niektórych zostaje nam idea, a z niektórych tylko obserwacja na temat stylu lub innej cechy, niepowiązanej nawet z fizyczną zawartością książki.

Wystarczyłoby odwrócić podmiot, żeby zdać sobie sprawę, że tak samo jak my kształtujemy swój pogląd na książkę, tak bardzo ona kształtuje i zmienia nas. Na skutek dialogu z dziełem, aktywną pracą poznawczą, zmieniamy się w definitywny sposób. Przypisując temu procesowi wartość, tym ciekawsza książka im bardziej sprzeczna z tym co myślimy, im bardziej żłobi nasze połączenia neuronowe.

Tak samo możemy wyłączyć przed nawias autora i to jemu, lub relacji z nim, przypisać pierwsze skrzypce.

To wszystko nie dzieje się w próżni. Prócz czytania jako czynności uczty, istnieją wszystkie te zdarzenia jakie mu towarzyszą, od sensorycznego przesuwania kartek i notowania, po wybór książki, metodę odkrywania, tezauryzacji i zapominania książek, czyli czytelnictwo.

Każda z części tego procesu zasługuje na osobne omówienie i szczegółową kategoryzację. Introspekcja procesu czytelniczego była przedmiotem rozważań Nietzschego, Adorno, napisano też brawurowe Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało. Ufam, że jesteś w stanie wyobrazić sobie głębię filozofii czytelnictwa.

Czytanie a czytelnictwo

Czytelnictwo ma się do czytania tak, jak ostrzenie noża do krojenia chleba albo jedzenia kanapek. Wydaje się być rzemiosłem. Na pewno nie jest sztuką. Ciężko jest coś w myślach przeczytać w spektakularny sposób. Mówimy o szybkim czytaniu, skanowaniu tekstu, istnieje szereg drobnych uroczych nauk pomocniczych takich jak bibliotekoznawstwo czy bibliometria chociażby.

Prywata

Zajęło mi stosunkowo wiele lat, by to rozróżnienie zrozumieć, ale też przygodę z czytelnictwem zacząłem względnie późno. Dla rozwoju mojego czytelnictwa kluczowa była przepastna biblioteka miejska. W odróżnieniu od zbioru w małej wiejskiej szkole dawała kompletne zniesienie limitu tematycznego. Bardziej niż zwiększenie tego co mogłem, dała mi zmniejszenie tego, czego nie mogłem zrobić. Zacząłem czytać.

Moja druga eureka nadeszła w wykładniczym tempie. To chwila, w której po kilkunastu stronach lektury zdałem sobie sprawę, że ten tytuł mam już chyba za sobą. Po przerobieniu kilkudziesięciu książek (praktycznie wszystkie historyczne) w pierwszym roku liceum, i wciąż jednak ograniczonym polu najbliższej mi biblioteki, zdałem sobie sprawę, że mój proces odkrywania książek (proces pod tytułem: podchodzę i wybieram z półki) jest, oględnie mówiąc, płytki. Po wyodrębnieniu tego etapu, zauważyłem, że muszą istnieć i inne, a każdy z nich wymaga osobnej uwagi. Zacząłem uprawiać czytelnictwo.

I tak skupiłem się na klasykach literatury (gdzieś trzeba zacząć, pomyślałem), potem na ostatnich noblistach, doczytywałem te tytuły, które wydawały mi się spójne albo należały do tej samej serii i odkrywałem nowe gatunki. W ramach czytania rosła ilość książek do przeczytania, którą wystarczyło sporadycznie pielęgnować. Śledzenie przeczytanych tytułów pozwalało rebalansować tematy i gatunki.

Czytelnictwo zostało ze mną aż do narodzin drugiej córki. Nakładająca się na ten czas budowa domu kompletnie pozbawiła mnie sił na wieczorne hobby.

W trzyletnim liceum przeczytałem, jak mówimy, dla siebie ponad 100 książek. W trakcie studiów i po nich utrzymywałem zaskakująco regularne tempo 15-20 książek rocznie – jednej na miesiąc albo na 3 tygodnie. W najgorszych 2023 i 2024 przeczytałem łącznie 8 książek, a 6 z nich stanowi zryw czytelniczy związany z podróżą do Hiszpanii. Przeczytanie 300 książek (hobbystycznie) przez połowę mojego życia (16 lat) to ledwie półtora książki na miesiąc. Do tego dochodzi kilkadziesiąt tytułów porzuconych, podręczniki akademickie, opracowania, Internet, opowiadania i eseje.

To dużo, bo i te lata były latami moich dość wymagających studiów, układania życia zawodowego i rodzinnego. W rozwiniętych krajach 5-10 ukończonych książek rocznie to już i tak niezły wynik, w ciągu całego życia kilkaset plasuje nas powyżej średniej.

I z drugiej strony, to wcale nie jest dużo. W swoich formacyjnych latach Sartre czytał ponad setkę książek rocznie i to zapewne jeszcze cięższego kalibru.

Nie jestem szczególnie dumny z przeczytanych książek pop-science, w których obietnice taniego objawienia dawałem się wciągać. Jestem dość zadowolony z literatury XX wieku jaką przerobiłem i sensownej ilości opracowań naukowych. Rytm czytelniczy i nieustająca pasja są źródłem mojej dumy bardziej niż liczby. Klasyfikacje bardziej szczegółowe są bez większego znaczenia, zresztą i tak dokona je pierwszy lepszy portal książkowy (StoryGraph, Goodreads etc).

Tak oto pojawiliśmy się w miejscu, w którym piszę ten esej. Spojrzenie na cały ten rozwój, zwijanie się, błądzenie i odnajdywanie, daje mi kilka wniosków, z którymi postanowiłem wrócić do poważnego czytelnictwa z większym rozmachem pod koniec 2025.

Czytelnictwo

Zapytaj samego siebie: czy ja chcę czytać (spędzać miło czas na czytaniu książek), czy zajmować się rzemiosłem czytelnictwa. Reszta eseju będzie dotyczyć wyboru tej drugiej pigułki.

Nie jest możliwe, żeby czytać bez inwestycji czasu, można jednak bardzo długo cieszyć się czytelnictwem bez pieniędzy. Nie wydałem na książki dla siebie ani złotówki w ciągu paru ubiegłych lat. To rzemiosło egalitarne.

Czytelnictwo dookoła nas

Przyjrzyjmy się sposobom, w które czytelnictwo się ujawnia w codzienności. Rozejrzyj się dokładnie. Choć schowane na drugim planie, ale czytelnictwo ma się na ogół nieźle i wciąż coraz lepiej. Obróćmy w palcach parę eksponatów czytelniczych, tj. z kultury czytelniczej.

Wokół czytelnictwa działa wiele kampanii społecznych, wiele głosów i instytucji, które mówią: Czytaj, no idź i czytaj no. Ściśnięty codziennością Kowalski może zajrzeć do Empiku, ewentualnie rozeznać się w bibliotece. Nie sądzę zresztą, żebyśmy kupowali tymi kampaniami coś więcej niż miejsce w głowie, wycinek atencji i wartościowanie czytania. I to jest bardzo szlachetne i działa.

Czytelnictwo nie ma charakteru uniwersalnego, czynność czytania nie jednoczy, ale też nie dzieli. Dorośli dzielą się na obozy, które nigdy się nie spotykają. Mamy czytające kobiety (romanse, thrillery), czytających nastolatków (young adult, fantastyka), miłośników określonego gatunku (np. kryminały), czytających profesjonalistów (pop science, korporacja, zarządzanie) i tak dalej. Dzieci i nastolatkowie czytają głównie coś, co zapewnia rozrywkę. Bardziej niż na tematy, jest to podział na kohorty, grupy związane 2-3 zmiennymi (wiek plus temat, albo wiek plus temat plus częstotliwość). Nie ma między nimi i wewnątrz tych grup świadomości, związków czy rywalizacji.

Czytanie książek zajmuje czas wolny, najcenniejsze z dóbr. Chciałbym zatem zrobić jeszcze niedużą wycieczkę w duchu Marksa, którą łatwo można przerobić na Veblenowską: czytelnictwo staje się wyznacznikiem podziału klasowego. Zarówno w ujęciu ilościowym i jakościowym. Odpowiedz mi na pytanie ile i co czytasz, a powiem ci kim jesteś (jaki masz kapitał kulturowy).

Ilościowym, ponieważ lepiej sytuowani lub bardziej świadomi rodzice czytają więcej (czytają w ogóle), i co równie niepokojące, czytają swoim dzieciom więcej. W ujęciu jakościowym również najmłodsza grupa traci na starcie najwięcej, bo jest ograniczona do repertuaru głosu rodzica, jego zainteresowań i przestrzeni. Kiedy mówimy o podziale ilościowym, bardziej interesuje nas binarność – czyta lub nie czyta. Ile dokładnie czyta i co czyta, ma znaczenie drugorzędne.

Wybierając własne czytelnictwo

Tak jak ustaliliśmy, istnieje czytanie jako czynność (przewracanie kartek) i czytelnictwo jako zorganizowana aktywność okołoksiążkowa. Czytanie per se jest dobre i efektywne jako metoda konsumpcji. Czytanie jest częścią czytelnictwa, ale można uprawiać czytanie jako rozrywkę bez czytelnictwa. Można też uprawiać czytelnictwo z rozrywką jako celem.

Możemy sklasyfikować rodzaje uprawianego czytelnictwa ze względu na funkcję lub cel, charakter, jak również wyróżnić jego komponenty, techniki i optymalizacje. Nie interesuje nas to dzisiaj.

Chciałbym wyłowić jeden szczególnie mi bliski gatunek. Uważam, że czytelnictwo wysokiej jakości powinno mieć na celu poprawianie czytelnictwa samego w sobie, zamiast służyć utylitarnemu celowi.

To bardzo łatwo zrozumieć na przykładach.

Z pobłażliwością patrzymy na kogoś, kto chce przerobić 52 książki w rok (najlepiej o zarządzaniu własnymi celami), a widok małżonka czytającego beletrystykę napawa nas czułością. Prawdziwie ciekawe są te eksponaty czytelnictwa, gdzie występuje intelektualny niepokój, zwątpienie, poszukiwanie i próba wyjścia poza strefę komfortu.

W ujęciu dynamicznym, chodzi o to, żeby czytając odpowiadać sobie na pytania: w jaki sposób mogę czytać lepiej? Jakie czytelnicze umiejętności odblokował ten tekst? Czy mogę odczytać ten tekst w inny sposób? Jakie nowe książki mogę teraz przeczytać, a z jakich mogę już zrezygnować?

Wpływ lektury na całość czytelniczego procesu jest ważniejszy niż umiejętność czytania lub znajomość danego dzieła. Nie chodzi wyłącznie o poprawienie własnej umiejętności czytania książek, ale na przykład także o kształtowanie wyboru kolejnych. Jeśli myślisz w kontekście kapitału kulturowego: chodzi o przyspieszenie tempa jego akumulacji, lub spowolnienie tempa jego upadku.

Alternatywa

Jeśli nie czujesz się komfortowo z poświęceniem przyjemności (lub innej funkcji) lub wiedzy (lub innego celu) z czytania na ołtarzu czytelnictwa, wystarczy wziąć wycinek z mojej koncepcji jako elastyczny kredyt zaufania do nowej, nieznanej książki.

Teoria interpretacji zna różne inne techniki – tak jak zaznaczyłem na początku, skupione wokół jednego z podmiotów lub przedmiotów całego procesu. Możemy również wymienić podporządkowanie czytelnictwa wartościom; wyobraźmy sobie czytelnictwo jako akt przemocy. Poprzez wybór lektury, dokonujemy też wyboru w sensie negatywnym (biorę to, ale co ważniejsze: nie biorę czegoś innego).

Ten ciężar moralizatorstwa jest dla mnie nawet bardziej znośny niż próby udowadniania, że w czytaniu książek chodzi o twoją relację z autorem czy relację z książką. Wynika to również z mojej utylitarnej natury. Potraktujmy rzeczy nieco chłodniej, a przy tym elegancko i prosto: czytajmy dla czytania.

Argument z przeszłości

Jeśli chcemy posługiwać się czytelnictwem jak narzędziem, użytecznym będzie stworzenie na własny użytek języka technicznego.

Niektórzy będą budować bufor książek do przeczytania, priorytety, spisywać krótkie recenzje i powiązania między książkami. Każdy z tych elementów można nazwać, ale sens ma to najczęściej wewnątrz twojego specyficznego procesu.

Ja używam jednego ciekawego pojęcia, które oznacza relatywną wartość książki w całym procesie – dzieła węzłowe tj takie, które będą miały szczególne znaczenie dla dalszej podróży danego czytelnika. Zazwyczaj dowiadujemy się o tym po lekturze, czasem po wielu kolejnych lekturach. Poprzez istnienie struktur, kanonów i tradycji, a także sieci cytatów i naukom statystycznym, możemy matematycznie dowieść, że Państwo Platona jest ważniejsze dla filozofii Zachodu niż Madika z Czerwcowego wzgórza.

Znajomość globalnych i definiowanie subiektywnych (prywatnych) dzieł węzłowych to kluczowa aktywność dla mojego procesu czytelniczego.

Argument z przyszłości

Istnienie dzieł węzłowych globalnie uzasadnione jest tylko poprzez wspólnotę kulturową, ograniczoną podaż i ograniczoną dystrybucję dzieł. Upadek wspólnej kultury na początku wieku XX, rozwój internetu (rozwiązany problem dystrybucji) i finalnie sztucznej inteligencji (rozwiązany problem podaży) umożliwi nam tworzenie kultur i dzieł jednoosobowych, a zatem upadek lub kostnienie kanonu.

Ten kierunek tylko wzmacnia moją tezę o wartości czytelnictwa dla czytelnictwa.

Nawet na początku 2026 roku jesteśmy w stanie za kilka dolarów generować krótkie powieści wg zadanego wzoru. Przesunie się kompletnie oś autor – książka – odbiorca w stronę bliżej nieznanego nam jeszcze: modelu AI, odbiorcy i pośrednika w selekcji treści (algorytmu lub interfejsu AI). Wątpię, żebym zdążył wyczerpać istniejące zasoby książkowe zanim byłbym fizycznie zmuszony do czytania dzieł AI. Jednak żyjemy w epoce przejściowej, gdzie opisana w XX wieku rama pojęciowa będzie w wiecznym zaniku, aż zniknie kompletnie – tak jak filatelistyka czy zawód bednarza. Rykoszet może dotknąć instytucje kultury i opisaną nierówność klasową (być może ją cementując).

Koncepcja książki jako nośnika idei w zwartej formie może ulec zmianie. Łatwo wyobrazić sobie powieść nieskończoną, gdzie kolejne tokeny generują się automatycznie, tak by nigdy nie opuścić danego uniwersum. Po dziełach węzłowych zostaną być może same techniki narracji albo toposy.

Autor może zostać zredukowany do biologicznego filtra, źródła danych lub modalności jeszcze niedostępnych dla AI (zapach, smak) i w najlepszym wypadku arbiter elegantiae.

Wobec braku książki, braku autora, jedyne co czytelnikowi pozostanie to dokładnie to, co opisałem – czytelnictwo, czyli zdolność do konstrukcji własnego procesu konsumpcji.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *