Tag: produktywność

  • Dlaczego twój Obsidian nie działa?

    Mój organizacyjno-procesowy sceptycyzm z poprzedniego wpisu wziął się z rozmowy na temat czysto praktyczny, na temat samoorganizacji pracy. To jest popularny temat w świecie IT. Traktujemy appki trochę jak warsztat z narzędziami. To całkiem zrozumiałe.

    Luhmann, autor pierwszego Zettelkasten, stworzył system, który w szczytowym momencie zawierał 90 000 000 karteczek. On stworzył coś takiego jak dziś oferuje Obsidian, tylko, że fizyczne.

    Notatki miały 16 000 połączeń. Jakość hyperlinków była rzekomo ważniejsza niż ilość.

    First Zettelkasten (1952–1962): Contained about 24,000 main notes and 1,800 bibliographic references across 7 drawers.
    Second Zettelkasten (1963–1998): Expanded significantly to about 66,000 main notes and 16,000 bibliographic entries

    Imponujące.

    Jeśli pierwszy skarbiec zawierał 24 000 notatek po 10 latach, oznacza to średnio 2400 notatek rocznie, czyli 6 dziennie. To praca o bardzo dużej intensywności, zwłaszcza, że każda notatka musiała być sformatowana ręcznie, a nie skopiowana. Ręczne przepisywanie zachęca do reinterpretacji i podsumowań.

    Napisał przy tym około 50 książek, setki esejów i jeszcze setki materiałów nigdy nieopublikowanych, mówi internet.

    Mamy zatem throughput (2500 krótkich, acz nietrywialnych notatek rocznie), output (uśrednijmy do 0.8 książki i kilku esejów rocznie), input pozostawiam twojemu domysłowi – to jest istotne zaangażowanie czytelnicze. Matematyka serwetkowa.: jeśli wkład to 2500 notatek, każda na 500 znaków, wkład to 1 250 000 znaków, czyli 600 stron maszynopisu. To pokazuje, że uzysk końcowy oscyluje ilościowo wokół wkładu do bazy notatek.

    Nie zacząłem nawet mówić o tym, że dla Luhmanna to wszystko było nieistotne – on skupiał się na komunikacji z systemem, tj tym, co może z niego wyciągnąć, a nie niekończącą się pracą nad strukturą. Struktura była względnie stała, linkowanie proste. Minimum szumu. Wspomnę o tym, że pisał też, że wartość takiego systemu zaczyna powstawać po kilku latach.

    Pomyśl o tym co mniej mierzalne – sieci relacji z innymi uczonymi potrzebnych do takiego rozmachu, dostępie do literatury fachowej i tak dalej. Taki Zettelkasten nie istniał w próżni, raczej na tle bibliotek publicznych i prywatnej. Pokazuję Ci dynamikę pierwotnego Zettelkasten i warunki pracy twórczej na pewnym poziomie.

    Wróćmy dwa akapity wyżej i stwórzmy sobie bardzo prosty, konserwatywny mechanizm oceny:

    • jeśli czas trwania wynosi poniżej 3 lat
    • lub jeśli ilość wpisów wynosi poniżej 3000

    To istnieje szansa, że nie mamy jeszcze o czym rozmawiać. Za wcześnie, by pojawiły się te słynne cechy emergentne. System stanowi zbiór notatek, mniej lub bardziej użytecznych.

    Przekraczając te bardzo łagodne progi, zaczynamy myśleć o systemie jako o drugim mózgu. Wtedy miara to jest:

    • twoja praca wynikowa (książki, eseje, wpisy na blogu) jest wyraźnie szczuplejsza niż wkład do bazy notatek – jeśli piszesz, to przyjmij 30% jako minimum, jeśli nie, to musisz działać na czuja
    • jakość komunikacji z systemem. Co wyciągasz z niego i jak często?

  • Notion czy Obsidian

    Myślenie o tym, w jaki sposób myślą inteligentni ludzie to duża pułapka. Głównie dlatego, że kradnie czas na samo myślenie w inteligentny sposób. Pułapka polega na tym, że to wciąga, że staje się celem samym w sobie i przestajemy skupiać się na początkowym problemie do rozwiązania.

    Problem jest głębszy niż kult self-help.

    Zwróćcie na początek uwagę na podwójny standard miary dla oceny inteligencji. Gdy obserwujemy kogoś inteligentnego, oceniamy go za wyniki. Gdy próbujemy odtworzyć to w sobie, oceniamy proces. To samo zresztą widać w literaturze. Benjamin Labatut opisuje von Neumanna tak, jakbyśmy nigdy nie byli w stanie przejrzeć jego supermocy, ale za to ciągle obcujemy z geniuszem owoców jego pracy. Labatut nigdy nie daje nam wglądu wewnątrz jego procesu, wodząc nas za nos.

    To rozróżnienie w wartościowaniu wyraża się w popularnych praktykach self-help. W wiecznym planowaniu (Notion, Moleskine), tezauryzacji wiedzy bez działania (Zettelkasten, Obsidian), metapracy różnego rodzaju, najczęściej z nalepką ™. Uczenie się bez rozumienia, planowanie bez osiągania i tak dalej. Strach przed brutalnością szczerej oceny własnej niemocy każe nam skupić się na czymś co kontrolujemy i przez to dryfować w nieskończoność organizując organizowanie.

    Przykładem praktycznego podejścia do działania bardziej inteligentnie jest projektowanie systemów w taki sposób, by były tymczasowe. Po osiągnięciu celu, system powinien wygasać; może zmartwychwstać jako metoda, ale służąc czemuś nowemu. Mogę mieć projekt w Notion, ale on z natury ma się skończyć i może zostać zastąpiony nowym, z tej samej templatki. Używam Notion dalej, ale z nowym celem, nowym projektem. Jeżeli system nigdy nie wygasa, to znaczy, że służy sam sobie.

    Istnieje zatem bardzo prosta metoda, by móc porównać się z von Neumannem i innymi wielkimi, jednocześnie nie popadając w depresję. Wystarczy spojrzeć na listę rzeczy, które po mnie nie zostały. Nawet najmniejszy zdobyty przyczółek jest wart więcej niż najbardziej wyrafinowany wieczny proces.

  • Pochwała lenistwa

    Czemu, jeśli pracowalibyśmy 4 godziny dziennie, to poświęcalibyśmy czas na twórczość bez komercji i na naukę bez akademickości? Podoba mi się ta piękna myśl Russella. Główny argument idzie mniej więcej tak: dystrybucja pracy jest nieoptymalna; jedni pracują za dużo, drudzy żyją w nędzy, a klasa próżniacza czerpie frukta.

    Obecnie mamy rozwiązanie, które nazywa się HR Tech i pozwala rozsądnie alokować zasoby, minimalizować przestoje i dostosowywać siłę roboczą do potrzeb rynku. I tak nie pracujemy 4 godzin dziennie, bo nagle poczuliśmy potrzebę posiadania ładnej appki albo zjedzenia smash burgera.

    W rozważaniach Russella istnieje pewna asymetria. Czas pracy miałby być ściśle i naukowo reglamentowany, podczas gdy czas wolny to piękna epifania wolna od jakichkolwiek limitów. U Piepera czas wolny jest wartościowy, gdy jest właściwie zorganizowany. Russel jest głównie antypracowy, a Pieper głównie proodpoczynkowy. Ta intuicja zorganizowanego, rytualnego czasu wolnego przemawia do mnie, choć nie cierpiałbym jej w praktyce. W USA czy w Azji, na północy czy na południu, idealny narkotyk telefonu zjada całkowicie czas wolny. Pisze o tym też Russel – czemu czas wolny w miastach to czas pasywny, spędzony na meczach i telewizji? Innymi słowy: jak zapewnić by czas wolny był czasem aktywnym, a nie pasywnym? Jak przesunąć proporcje w stronę czasu aktywnego?

    (Aktywny czas to spędzony na czymkolwiek twórczym, czas spędzony z rodziną lub znajomymi lub poświęcony na rytuał).

  • Czy można nauczyć się języka czytając książkę?

    Nie można, ale wiele książek zawiera korpus słownictwa niezbędny by opanować podstawy komunikacji. Jeśli mamy w książce 5000 unikalnych słów, to jest to książka w sam raz by dogadać się na ulicy. O ile nie jest to poradnik naprawy Volkswagena Golfa II. Pierwsze rozdziały będą przychodzić nam z bólem, ale dalej będzie łatwiej i łatwiej.

    Nie wpadłem pierwszy na ten pomysł. Istnieje cała, fascynująca dziedzina lingwistyki kwantytatywnej, ewentualnie korpusowej, która pozwala nam zmierzyć tekst i wnioskować na tej podstawie.

    Czyli istnieje książka (lub inny korpus tekstów) idealna, której tekst pokrywa się niemal stuprocentowo z listą najczęściej używanych słów i zwrotów. Jest też książka najbardziej oddalona od tego wzoru, albo taka, która subiektywnie dobrze pomaga w nauce języka, na przykład w celu turystycznym lub biznesowym. Zmierzenie tego nie powinno być szczególnie trudne. Mój strzał na dobre książki do nauki języka to na przykład Pinokio albo Mały Książę.

  • Guru model

    W książce Superforecating autorzy zauważają, że technologie, a pisali to na 8 lat przed popularnymi LLMami, są coraz lepszymi systemami predykcyjnymi niż ludzie.

    Ciężko z tym dyskutować, ale jednocześnie cytowany Ferrucci twierdzi, że przyniesie to zmierzch „modelu guru”, w którym autorytet objaśnia nam rzeczywistość a my możemy używać głosu autorytetu jako głosu w dyskusji.

    To oczywiście nieprawda, bo czym bardziej niewyjaśnialna rzeczywistość, tym większe zapotrzebowanie na magiczne wyjaśnienia, na prymat narracji nad faktami. Wszystkie nowoczesne media zmierzają do wzmocnienia modelu guru (influencera), który tłumaczy rzeczywistość. Praktycznym rozwiązaniem jest albo oddelegowanie decyzji do maszyny (rynki predykcyjne, LLM) albo poleganie na własnej ocenie.

    W tym sensie mamy inflację miniguru albo, pewnie zgodnie z duchem cytowanej książki mniej guru dużego kalibru.

  • Teoria ograniczeń

    Iga Świątek odpada z Roland Garros, jako główny powód wymienia zarządzanie stresem – ale nie wymienia swojej psycholog.

    Samą dyskusję na temat psycholog Świątek zostawiam bez komentarza, ale to bardzo ciekawe w jaki sposób funkcjonuje psycholog sportu na tym wysokim poziomie. Warto by było zrobić taki sam reportaż jak WP ostatnio i umówić się do psychologa, sprawdzić na żywym organizmie. W zespole Abramowicz działa kilka psycholożek, które mogłyby mi doradzić.

    I w tym wypadku ChatGPT twierdzi, że psycholog zarządza ograniczeniami i skupia się na globalnej wydajności, na replikowalności. To instynktownie przypomina mi Adama Dwa Równe Skoki Małysza i tak dalej.

    Tak dowiedziałem się o teorii ograniczeń, która zresztą pojawiała się w moim życiu nieświadomie wcześniej. Głównie w kontekście funneli sprzedażowych, lejków marketingowych. Grzechem jest zwyczajowo optymalizowanie czegoś, co jest na samym końcu, gdy mamy olbrzymi bloker gdzieś wcześniej w procesie. To się spina z teorią ograniczeń (theory o constraints). Zarządzanie naukowe to fantastyczna działka, o której krytycznie pisałem na blogu wcześniej.

    Teoria ograniczeń Goldratta mówi, że trzeba skupić się na wąskich gardłach:

    Ciągłe doskonalenie procesów wytwarzania przy pomocy metody TOC, wymaga we wdrożeniu wykorzystania następujących zasad:

    1. zidentyfikowania ograniczeń występujących w procesie,
    2. przyjęcia zasad realizacji procesu z uwzględnieniem występujących ograniczeń,
    3. redukcji lub likwidacji występujących ograniczeń,
    4. zaostrzenia parametrów na stanowiskach, na których występują „wąskie gardła”.

    Jeśli psycholog ma zająć się eliminacją wąskiego gardła i to on jest tym gardłem… Quis custodiet ipsos custodes?