Myślenie o tym, w jaki sposób myślą inteligentni ludzie to duża pułapka. Głównie dlatego, że kradnie czas na samo myślenie w inteligentny sposób. Pułapka polega na tym, że to wciąga, że staje się celem samym w sobie i przestajemy skupiać się na początkowym problemie do rozwiązania.
Problem jest głębszy niż kult self-help.
Zwróćcie na początek uwagę na podwójny standard miary dla oceny inteligencji. Gdy obserwujemy kogoś inteligentnego, oceniamy go za wyniki. Gdy próbujemy odtworzyć to w sobie, oceniamy proces. To samo zresztą widać w literaturze. Benjamin Labatut opisuje von Neumanna tak, jakbyśmy nigdy nie byli w stanie przejrzeć jego supermocy, ale za to ciągle obcujemy z geniuszem owoców jego pracy. Labatut nigdy nie daje nam wglądu wewnątrz jego procesu, wodząc nas za nos.
To rozróżnienie w wartościowaniu wyraża się w popularnych praktykach self-help. W wiecznym planowaniu (Notion, Moleskine), tezauryzacji wiedzy bez działania (Zettelkasten, Obsidian), metapracy różnego rodzaju, najczęściej z nalepką ™. Uczenie się bez rozumienia, planowanie bez osiągania i tak dalej. Strach przed brutalnością szczerej oceny własnej niemocy każe nam skupić się na czymś co kontrolujemy i przez to dryfować w nieskończoność organizując organizowanie.
Przykładem praktycznego podejścia do działania bardziej inteligentnie jest projektowanie systemów w taki sposób, by były tymczasowe. Po osiągnięciu celu, system powinien wygasać; może zmartwychwstać jako metoda, ale służąc czemuś nowemu. Mogę mieć projekt w Notion, ale on z natury ma się skończyć i może zostać zastąpiony nowym, z tej samej templatki. Używam Notion dalej, ale z nowym celem, nowym projektem. Jeżeli system nigdy nie wygasa, to znaczy, że służy sam sobie.
Istnieje zatem bardzo prosta metoda, by móc porównać się z von Neumannem i innymi wielkimi, jednocześnie nie popadając w depresję. Wystarczy spojrzeć na listę rzeczy, które po mnie nie zostały. Nawet najmniejszy zdobyty przyczółek jest wart więcej niż najbardziej wyrafinowany wieczny proces.
Dodaj komentarz