Sztuka przeciągania sporów

Autor:

w

GPT notorycznie ogłupia ludzi w tym sensie, że nie próbują nawet sformułować własnych hipotez. Im częściej dostajesz feedback oparty o AI, tym bardziej cię to irytuje. Im częściej go wysyłasz, tym bardziej ten post jest dla ciebie – co zrobić, by nauczyć się myśleć?

Istnieje świetna książka, która nazywa się „Erystyka”, autorstwa innego smutnego gdańszczanina. Opisuje on w niej praktyczne techniki rozmowy, które pozwalają na przekonanie przeciwnika do własnej racji, ale bez dochodzenia do prawdy. Można wykorzystać wiele sztuczek językowych, odwołać się do rozmaitych ludzkich słabości w ten sposób, by argumentować tezę zaskakująco przekonująco. W kolejnych rozdziałach Schopenhauer pokazuje jak działają te mechanizmy, jak może przebiegać rozmowa z ich wykorzystaniem. W negatywie pokazuje czym jest prawda, jak szlachetna jest prawda.

Grzech przeciwko odpowiedzialności

W podobny sposób chciałbym ustrukturyzować ten artykuł, który nigdy nie będzie gotowy. Brakuje mi kolejnych 10 lat myślenia, by dać wam pełniejszy, a 20 by dać zupełnie wciągający przekrój technik myślenia. U podstaw tych technik leży przekonanie o wartości wsparcia drugiej osoby, proces niemal sokratejski. O ile Schopenhauerowi chodziło o techniki nieuczciwego wygrywania rozmowy i w konsekwencji o prawdę, o tyle mi chodzi o techniki podtrzymania rozmowy. Schopenhauer mówi: możemy zakończyć rozmowę nie szukając prawdy (i to jest straszne). Ja powiedziałbym: straszniejsze jest, że możemy jej nigdy nie kończyć.

Duchem poniższych wskazówek jest to, by druga strona też mogła się wykazać, choćby przez dostarczenie mi kluczowego kontekstu. Po cichu zakładam, że żaden z nas może nie mieć racji. I zanim uznamy, że to motywacja napędzana prawdą i szlachetna, jest często wykorzystywana zupełnie odwrotnie. Wiele rozmów, wiele procesów, zwłaszcza w większych organizacjach, ma charakter performatywny. Zamiast rzucić kamień, musimy najpierw go poobracać w palcach wystarczająco długo. Cały ten proces zaczyna działać przede wszystkim dla dobra jednostki (obracacza). Używanie swoich mocy mądrze, tylko Spiderman jeden wie jak wielka jest to odpowiedzialność. Teatralny potencjał technik, które opiszę, to ich problem numer jeden.

Grzech przeciwko uwadze

Pamiętam jak mój starszy stażem kolega z pracy powiedział, że w dużej firmie nigdy nie wolno odpowiadać na pytanie bezpośrednio – lepiej zapytać się: „a po co chcesz to wiedzieć?”. Poza otwieraniem rany by zbadać głębsze zakażenie, pomyślałem, że wspomaga to też przejście z Systemu 1 na System 2. Bo im więcej angażujesz głębokiego myślenia, tym mniejsze ryzyko, że popełnisz błąd. Intuicyjnie chcielibyśmy przytaknąć do poprzedniego zdania, ale to olbrzymi problem. Tego typu rozumowanie zakłada, że „w życiu” chodzi o unikanie błędów. Wstrzymywanie się, za wszelką cenę, przed popełnieniem błędu to wielki błąd. Niektóre błędy można wliczyć sobie w koszty. Nie chodzi o to, by nie unikać błędów, ale dawać sobie margines na decyzje nieważne. Zarządzaj uwagą swoją i otoczenia mądrze. Marnowanie uwagi to też błąd. Grzech przeciwko uwadze to problem numer dwa.

Przegląd chwytów i technik

Zamiast procesować wszystko przez chat, możesz samemu osiągnąć bardzo wiele i zrozumieć wiele problemów głębiej i szerzej, lub jeszcze lepiej – zainspirować kogoś do rozwiązania problemu samemu.

Przypominam jedynie o powyższych akapitach. Dokładnie te same narzędzia, którymi pozbędziesz się GPT, powodują paraliż decyzyjny. W pewnych sytuacjach wartościowe zaczyna być, jak często ktoś nie zadaje więcej pytań, a zaczyna problemy ważyć i oceniać. Jak często odkładasz broń, a nie jak celnie strzelasz.

Każ myśleć globalnie

Pierwszy z trików jest dość oczywisty i chodzi o poszerzenie pola walki, o myślenie globalne. Myślenie globalne jest niezwykle trudne. Jest oczywiste, ale trudne. Może wytłumaczę na przykładzie. Chcąc wdrożyć jakiś system IT, który w założeniu ma pomóc określonej grupie osób, dajmy na to „system do zarządzania zgłoszeniami serwisowymi”, przykładem myślenia globalnego jest wyjście do kolejnej grupy, niezwiązanej bezpośrednio z systemem.

Będzie z tego korzystać użytkownik końcowy (klient, zgłasza usterkę), serwisant (odbiera usterkę) i super – ale czy lider zespołu albo właściciel firmy nie powinien otrzymywać raportu? Czy ten system wpływa na dział sprzedaży? Żeby mogli ocenić moce przerobowe firmy? Myślenie globalne to rozszerzenie pola walki.

Globalne myślenie to też sugestia, by zarządzać nie tylko zgłoszeniami serwisowymi, ale w ogóle wszystkimi zgłoszeniami w firmie. Po co projektować system klient – serwis, gdy można stworzyć abstrakcję nadawca – odbiorca? Zdefiniować kilka trybów procedowania (tryb serwisowy, tryb taki a śmaki) i wdrożyć rozwiązanie, które usprawni komunikację w całej firmie.

Okej, a system ma być po polsku, czy po angielsku również? Czy system wyjdzie poza granice kraju? I tak dalej – jakiekolwiek dołożenie kolejnej zależności, abstrakcji, jest świetnym przykładem myślenia globalnego.

Każ myśleć lokalnie

Często odwrotna rzecz ma miejsce. Mając abstrakcyjny system do obsługi zgłoszeń, warto go przystosować do pewnego nieobsłużonego jeszcze mikroprocesu – zgłoszeń do HR, zgłoszeń odnośnie braków magazynowych i tak dalej.

Myślenie lokalne to myślenie wgłąb firmy, wgłąb procesu, kodu i tak dalej, odwrotność.

Rozłóż problem wszerz

Myślenie globalne i lokalne są równoległe do myślenia horyzontalnego i wertykalnego. Myślenie horyzontalne to operacja typu „plus jeden”, dla czegokolwiek, co tworzysz. Tworzysz system dla klientów indywidualnych? Czemu nie dodać biznesowych? System dla serwisantów? Czemu nie dla call center? Dla Polski? A dla Niemiec? I tak dalej. Chodzi o to, żeby zwiększyć ilość odbiorców, zastanowić się nad czysto ilościowym aspektem – poszerzyć horyzont na dowolnej płaszczyźnie.

Jeśli tworzymy jeden system, to może dwa systemy? Albo stwórzmy procedurę tworzenia systemów?

Idź wgłąb problemu

I podobnie, myślenie wertykalne jest zbliżone do myślenia lokalnego, ale nie do końca. Chodzi o to, by rozklepać problem na czynniki pierwsze. To znaczy wejść wgłąb, wgryźć się. Jaka jest specyfikacja systemu? Co jest na stronie 13? Co jest niedoprecyzowane, co się stanie jak kliknę A a potem B?

To jest najbardziej niebezpieczny rodzaj narzędzia. Nie tylko nie pomaga skupić się na ostatecznym celu, ale dodaje minicele, których stajemy się zakładnikami. Jest przyczyna, dla której front mebli wygląda ładnie, a tył brzydko – nikogo nie interesuje pójście wgłąb.

Dodaj kolejny wymiar

Dotychczas funkcjonowaliśmy w trzech wymiarach, nawet w dwóch. Mamy coś obok czegoś, nad czymś, możemy iść wgłąb (trzeci wymiar) albo się oddalić. Często taka operacja to za mało, by zainspirować cudzą kreatywność – najłatwiej dodać wtedy kolejny wymiar, na przykład czas.

Na jak długo podpisujemy umowę na ten system i jak będzie obsługiwany? Czas leczy niektóre rany i pozwala przeprojektować kompletnie założenia. Dodatkowo wszystkie skuteczne plany i cele muszą się kiedyś kończyć.

Kolejny wymiar nie musi być wymiarem w sensie dosłownym. Może być też soczewką, przez którą patrzymy na system. Olbrzymie kajdany nakłada na nas prawo i pieniądz, ale są też inne aspekty – inkluzywność, dostępność (accessibility), ekologia.

Usuń elementy procesu

Jeśli w tym momencie zaczynasz myśleć też o tym, jak carbon footprint będzie wyglądał w ciągu całego procesu wdrażania, używania i wycofywania systemu, to rozumiesz o czym mówię. Umiejętność dopisywania kolejnych wariacji, scenariuszy i możliwości jest całym sensem tego wpisu. To pomaga ludziom myśleć, daje im warianty rzeczywistości, z którymi nigdy się nie mierzyli – ważne, by umieć nazywać to, co robisz i móc stosować te narzędzia świadomie, selektywnie, w zależności od sytuacji, ale i widzieć kiedy ktoś gra kartami, które niekoniecznie ci się podobają.

Często chodzi nie tyle o dopisywanie problemów, co ich usuwanie. Ile by nas kosztowała rezygnacja z certyfikacji ekologicznej? Czy możemy wdrożyć system najpierw dla serwisu, by przetestować technologię, a potem rozwinąć go dla innych działów? To przykład usuwania elementów procesu. Umiejętne usuwanie elementów, tak by zachować ostateczną, nadrzędną wartość, ma bardzo duży sens i jest potężnym narzędziem wpływu.

Postaw granice i limity

To ilu użytkowników ten system ma obsłużyć? W jakim budżecie? Ustalenie wieloaspektowych, wielowymiarowych limitów na różnych poziomach skomplikowania może zredukować koszty do minimum i znacząco przyspieszyć wiele inicjatyw.

Mam jeszcze kilka narzędzi w głowie:

  • Ustalaj reguły, ustalaj wyjątki
  • Reframing
  • Dodaj trzecią stronę do rozmowy
  • Testuj hipotezy

Ale lista powoli staje się męcząca, gdy zaczynasz rozumieć w jaki sposób można prostymi pytaniami wydobyć prawdę z siebie lub z kolegi i koleżanki – lub w jaki sposób działać jatrogennie w imię gier o status. Pomiędzy tymi dwoma postawami istnieje bardzo cienka linia.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *