Przyjeżdżamy do Palmar zrezygnowani i zmęczeni, żonglując od trzech godzin playlistami, a ja nie mam ani czasu, ani pomysłu na nagranie czegoś konkretnego. Nie dlatego, że się nie przygotowałem. Bynajmniej, nawet wam wszystko streszczę.
Zaczęło się od Clemente. Pamiętam o jego objawieniach i uzdrowieniach na środku pustyni w Palmar, w szczycie dyktatury, jakby reakcję na rewolucję 1968. Potem to, jak doskonale rozwinął Palmar, zbudował bazylikę i jak jego przyjaciel, ex-księgowy został jego następcą. Skandaliczny papież Ginés, który uciekł z zakonnicą. Media podchwyciły te wątki, pojawiły się seriale na platformach streamingowych i spektakularna akcja YouTubera Tamayo, który zinfiltrował organizację od środka. Palmar tworzy swój content. Rozmawiałem z Hiszpanami, czytałem prasę. I nie mam pomysłu właśnie dlatego, że się przygotowałem; rzeczywistość, którą odczytałem wyprzedziła moje oczekiwania. Relacjonowanie jej, jakkolwiek sprzyjałoby kliknięciom, nie jest szczególnie twórcze. Dodatkowo, mamy za sobą dwa tygodnie intensywnego zwiedzania we czwórkę; uwagę również dzielę na czworo i przygotowanie scenariusza do reportażu, którego nie mam czasu nagrać, jest mi piątym kołem u wozu.
Kościół palmariański ciężko przeoczyć, bo zachodnia Andaluzja to inny geograficznie świat, niż Andaluzja wschodnia. Spójrz na mapę. Tutaj nie ma problemu z rekonkwistą, bo można hulać po równinie. Tu Mulhacén nie patrzy, tu rządzi Wielka Rzeka, albo po prostu po fenicku i potem po rzymsku: Rzeka. Prowincja Utrera znajduje się tak daleko na południe od Sewilli, że jej potęga też ledwo tu sięga – innymi słowy jesteśmy po środku niczego. Słońce i ziemia. Jadę autem i zatrzymuję się, żeby podziwiać. Słońce i ziemia i kościół. To, że bazylika jest pośrodku niczego potęguje mi dość silny rygor planistyczny w Hiszpanii. Mamy miasteczko i potem gwałtownie nic, i bazylikę pośrodku niczego.
Przed bazyliką znajduje się bardzo duży parking, jeszcze większy kilkumetrowy mur, przez który nie widać dokładnie co jest w środku. Bazylikę lepiej widać z kilometra, niż z bliska. Drut kolczasty na górze. W środku prócz kościoła, toczy się, chciałoby się powiedzieć, normalne życie. Znajdują się tam budynki gospodarcze, trochę zieleni. Infrastruktura do życia dla dziesiątek, albo i setek. Podobno Palmar liczy ponad tysiąc wiernych i w granicach setki w stanie kapłańskim, na czele z papieżem Piotrem III. Jest to pierwszy nie-Hiszpan na tronie palmowym.
Na tym betonowym parkingowym placu (parkingowym? Ale dla kogo?) się zatrzymujemy i patrzymy co się dzieje. W sumie mamy odhaczone i zaraz zawrócimy do Sevilli. Wyciągam kamerę i stoję pod Zamkiem. Brama otwiera się i szybciutko zamyka, co chwilę wjeżdżają dobre czarne samochody i przemykają anonimowe kobiety w charakterystycznych strojach. Mija kilka minut aż napada na mnie ochroniarz – czego tu szukasz? Widziałem jak byłeś tu wczoraj i przedwczoraj, tak tak, widziałem to bardzo dobrze.
Ja nie jestem człowiekiem konfliktowym, a że jestem i tak zmęczony, to chowam kamerę i tłumaczę – dużo o was słyszałem, reportażu nie kręcę (w zasadzie zgodnie z prawdą) – a tam się bawią moje dzieci, więc porozmawiajmy. On chowa swoją, jeszcze się nie uśmiecha, ale jest gotowy do wyjaśnień.
To co najbardziej mnie uderzyło w Palmar, to właśnie doświadczenie tego parkingu. Nicość wschodniej Andaluzji, a tam ja i rozmowa z małym ambasadorem przed bramą i fosą królestwa.
Już mówię, o co mi chodzi. Spójrz skąd wyszedłem: kiedy oglądasz jakiś reportaż, to jesteś czytelnikiem prawdy takiej, jaka zrobi break-even w tym reportażu, to znaczy: twoje doświadczenie ma być złotówkę ponad koszty jego produkcji i marketingu. W praktyce zatem, albo produkt jest drogi i dość elitarny, albo masowy. Czyli jest umasowiany; by przekazać gęstą rzeczywistość Palmar, zobaczysz to co i ja zobaczyłem: kontrowersyjny założyciel, szemrane objawienia, pivot ze ślepotą – budowa bazyliki, jałowienie wartości i opresyjna hierarchia. To jest produkt, który broni się sam, bo to unikalna historia (nie)zwykłej sekty osadzona w kontekście historycznym. Historia wyjątkowa, ale przemielona przez internet dziesiątki razy, czasem w różnych językach. To co jeszcze można wycisnąć z niej unikalnego, to oddanie mikrofonu tym, którzy wciąż są w środku. I to właśnie zdarzyło się mi. Oddaję mikrofon.
Ochroniarz mówi mi, jakby tłumacząc swoją agresję (teraz będę przez moment opowiadać jako on) że odkąd Tamayo zaszedł im za skórę, musieli wprowadzić środki ostrożności i dokładnie pilnują drzwi wejściowych. To wszystko jest podszyte hejtem, hejtem wynikającym z niezrozumienia Najświętszego Oblicza i całego misterium. Przyjeżdża tu jeden z drugim, kręcą się a potem obrzucają nas błotem w Internecie.
Co więcej, prawda jest głębiej niż możesz pokazać w takim sobie, o, filmiku, przede wszystkim prawda jest w objawieniach i w Najświętszym Obliczu. I w tradycji. Tradycja to dla nas coś najważniejszego, widziałeś jak dziewczyny są ubrane? Widziałeś? To jest szacunek dla tradycji – wspomina coraz bardziej podekscytowany.
Jesteś z Polski? To kraj bardzo nam bliski. Przez uchylone drzwi zerknęła na mnie figura św. Francisco Franco. Ostatnie pięć wielkich królestw katolickich, znasz? Hiszpania, Francja, Italia, Niemcy i Polska. Została nam tylko Hiszpania, dlatego cud mógł dokonać się właśnie tu. Zresztą Polska zasłynęła tylko tym, co ty nazywasz papieżem, jesteś katolikiem? Tutaj mnie ma, jest już kompletnie szczęśliwy; został wysłuchany i ma nade mną ewidentną przewagę faktów i może mnie nimi teraz zgnieść: Bo wy się wszyscy mylicie. Prawdziwy papież jest tu, w Palmar, po tym jak papieże Paweł i Jan Paweł zdradzili wszystkie tradycje kościoła, po soborze. Jan Paweł II, istnieją na to dokumenty, sprawdź sobie w telefonie, był szpiegiem CIA, współpracował z CIA i FBI, żeby tylko zinfiltrować (ciężko mi ustalić co, chyba wszystko).
Ponadto, dobrze ci z oczu patrzy. Poczekaj, przyniosę ci nasze materiały, to sobie sam się zapoznasz, na spokojnie. Zapoznam się na spokojnie, ale w międzyczasie dowiaduję się o kilku innych teoriach, które płynnie spinają się ze sobą. Żydzi, CIA, międzynarodówka. Faszyści, Watykan. A teraz już sobie idźcie, zamykam drzwi.
Oddałem głos panu ochroniarzowi, bo też nie odezwałem się niemal ani słowem w czasie naszej rozmowy. Grzecznie podziękowałem, kończymy przyjacielsko. Pakujemy dzieci i pojechaliśmy do sklepu do El Palmar kilometr dalej. Wracamy do punktu wyjścia: dowiadujemy się, że kościół palmariański to sekta, która nie ma żadnego punktu styku z mieszkańcami. Mieszkamy drzwi w drzwi, ale nie ma między nami żadnej wspólnoty. I jak wejdziesz, to już nie wyjdziesz. Tylko drzwi się uchylają i wpuszczają ich do środka.
Teraz domknęliśmy pełne koło. Za 40 minut będę w Sewilli, będziemy mogli znowu pobiegać po parkingu, zjeść lody i być turystami.
Mój problem z Palmar jest taki, że na dobrą sprawę nie ma żadnego problemu. Za reżimu była to zwykła społeczność ultrachrześcijańska, a pod reżimem nowoczesnym, nic nam przecież do tego jak ktoś sobie układa życie – nic nam do tego, co się klika, a co nie.
Materiały z Palmar
Dostaliśmy w dwóch wersjach językowych, angielskiej i hiszpańskiej, książkę „Gdzie jest prawdziwy kościół?” i kilka obrazków świętych z modlitwami (takich jak dostajesz na kolędzie).




Dodaj komentarz